Opowiadanie o uczniach, zamieszkałych w Bradford – niewielkiej miejscowości w Anglii. Tak jak to bywa w szkolnym społeczeństwie: byli ci popularni i szare myszki; wysportowani i ścisłowcy; kujoni i piękne zdziry.

Zwyczajne, angielskie życie nastolatków: imprezy, alkohol, seks, narkotyki, kompromitacje, szkoła.

Jedna rzecz zmieniła Liceum.

Potem rodziny.

Miasto.

Ich.

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 1

                                                                             [ Ariana Grande ]
    "Amber Walsh nie zapomni dnia, w którym pokonała ją Buffy Lloyd, zaściankowiec społeczny" - słowa, które wypowiedziała Cher odbijały mi się w uszach już od kilku godzin. Nie moge uwierzyć, że Lloyd jest na tyle głupia, aby brać udział w wyborach na przewodniczącą szkoły.
    Mimo tego, że Buffy jest twardą zawodniczką to nie ma szans w porównaniu z panną Walsch - wieczną suką. Amber ją zniszczy, jeżeli nie fizycznie to psychicznie na pewno.  Najgorsze jest to, że biore udział w tej chorej sytuacji i nie mam odwrotu - przyrzekłam.
    Spojrzałam kątem oka na moją przyjaciółkę i Geo, którzy drukowali ulotki, które miały pomóc w wygraniu wyborów pannie Lloyd. Nawiasem mówiąc jutro razem z Shelley'em mamy je rozdawać pod szkołą - kolejny beznadziejny dzień.
    - Skończone. - poinformowała mnie Buffy, wyrywając mnie z rozmyślań. - Co jest Ari?
    - Ty naprawdę chcesz to zrobić? Ona cię zniszczy. - spoglądnełam na nią niepewnie.
    Jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Jeszcze niedawno roześmiane usta, teraz tworzyły cięką linie, a oczy, które zazwyczaj były koloru bursztynowego - zawsze jej tego zazdrościłam - teraz stały się cieme jak węgiel.
    - Tak, zrobie to. Tym razem to nie Amber mnie upokorzy tylko ja ją. - w złości kopnęła krzesło stojące obok mojego, na co została skarcona przez bibliotekarkę.
    Szybko się ogarneła i przeprosila Stephanie - owa pani to podeszła staruszka, która bardzo kocha świat ksiązek i nieraz się w nim zatraca. Czasem zdarza się jej pomylić swiat fikcyjny od rzeczywistego, mimo tego jest bardzo miłą osobą.
    - Woah spokojnie - Geo poklepał Lloyd po plecach i zarzucając swoją torbe z ksiązkami na ramie wyszedł z biblioteki, rzucając w naszym kierunku tylko krótkie "Cześć".
    Obie odprowadziłyśmy go wzrokiem i powróciłyśmy do rozmowy.
    - Wiesz co Buffy... masz rację, nadszedł czas aby skopać dupe tej suce Amber. - rzuciłam szybko, zanim zdałam sobie sprawe, co powiedziałam. Zawstydzona słowami jakie wyszły z moich ust, zakryłam oczy pasmem moich czerwonych włosów.
    - Widzę ze się ode mnie czegoś nauczyłaś. - moja przyjaciółka parskneła śmiechem. - Ale musisz jeszcze nad tym popracować.- Na jej słowa mimowolnie się zaśmiałam.
    - Wolałabym nie - wytknełam jej język. - To co idziemy juz ?
    - Yhym, możemy iśc. - Lloyd sięgneła po swoją torbę z pumy i włożyła do niej ulotki, po czym zarzuciła ją na ramie. Zrobiłam to samo z moim plecakiem z Reeboka i podązyłyśmy ku wyjściu. Na nasze nieszczeście natknełyśmy sie na Amber i jej "przydupasa" Beth. Stały na korytarzu i zawzięcie o czymś rozmawiały patrząc co chwile w strone fontanny, która znajduje się na środku holu szkoły - nasz wzrok natychmiastowo zwrócił się w tamtą strone.
    - Ciekawe o co im chodzi? - zapytała Cher.
    - Kabum, zagadka rozwiązana, Harry Styles. - zaśmiałam się.
    Przy fontannie stała nowa zdobycz Amber, nowy uczeń Harry. Kolejny mega przystojny chłopak, który nawet na mnie nie spojrzy. Dla takich chłopaków jestem niewidzialna. Ugh. Ja w ogóle jestem niewidzialna. No, bo niby kto zwraca uwage na takie male ścierwo jak Ariana Grande? Jestem tylko jedną z ofiar Walsch, nic nieznaczącą kroplą wody w morzu pełnym takich samych kropli. Gdybym znikneła nikt by i tak nie zauważył z wyjątkiem Cher, Shelleya i mojego starszego brata Frankiego. Nawet moja mama, która zawsze powtarza jak bardzo mnie kocha, nie znalazła ani chwili czasu, żeby przyjść na jakiekolwiek przedstawienie szkolne albo chociażby wyjsc ze mną na spacer do parku. Ta kobieta nawet nie była na pogrzebie własnej matki, bo miała jakiś ważny pokaz w Mediolanie, którego za wszelką cenę nie mogła opuścić, bo jak sama powiedziała - Ten pokaz jest najważniejszym punktem w moim życiu i nie mogę go przegapić - ciekawe, czy ja jestem choć w jednym z tych punktów, czy znalazłoby się dla mnie miejsce. A ojciec... on nigdy nie interesował się ani mną ani moim bratem. Zostawił nas, kiedy miałam pieć lat, a Frankie osiem i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, nigdy mu nie wybacze, nie po tym co nam zrobił...
    - Ari? - z rozmyślań wyrwała mnie po raz kolejny Cher, która zaczeła mi machać ręką przed oczami.
    - Hymm, co chcesz ?
    - Czy ty mnie w ogóle słuchałaś przez ostatnie 5 minut? - zapytała oburzona.
    - Tak, słuchałam. - skłamałam, zeby mieć świety spokój.
    - To o czym mówiłam? - i tu mnie złapała.
    - No dobra, nie słuchałam, tak więc ? - założyłam rece na piersi i wyczekiwałam aż Cher zacznie mówić.
    - Podoba ci się, co nie? - zaskoczyła mnie tym pytaniem, nie wiedziałam o kogo chodzi.
    - Kto ma mi się podobać? - zapytałam przyjaciółke, która co chwile zerkała w strone fontanny.
    - On - skineła głowa na Harrego.
    - Co? On? Nigdy - odpowiedziałam zmieszana.
    Dziewczyna tylko pokreciła głową, chyba sobie odpuściła. Nawet nie wiem, kiedy ruszyła ku wyjściu. Szybko się otrząsnełam i poprawiając plecak dorównałam kroku Lloyd.

                                                                            ***

    Obudziłam się jeszcze zanim zadzwonił mój budzik, co nie zdarzało mi się zbyt często.
    Nie chciałam wychodzić z mojego cieplusiego i milusiego łóżka, ale musiałam. Nie miałam innego wyboru, dziś dzień rozdawania ulotek. Nie mogłam zawieść Cher.
    Niechętnie zwlokłam się z łóżka, usiadłam na jego skraju i przetarłam zaspane oczy. Rozejrzałam się po pokoju, jak zawsze panował w nim porządek, a to tylko dzięki naszej gosposi Kate - która nie tylko zajmuje się domem, ale również zastępuje mi mame.
    Zsunełam się powoli z mojego dużego łóżka i stanełam na miękki puchaty dywan. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:00, całe szczeście, że mam dziś na 8:15 i nie musze się spieszyć.
    Z szafki wyciągnełam nową bieliznę i ruszyłam do łazienki. Wziełam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i dokładnie je rozczesalam. Założyłam na siebie bielizne i weszlam z powrotem do pokoju. Stanełam przed szafą i zastanawiałam sie, co na siebie włożyć. Na brak ubrań nie narzekałam, ale wybrac coś z pośród nich było trudno, a szczególnie, gdy było się tak wybrednym jak ja. Przymierzyłam z pięć zestawów, spośród których wybrałam jeden, który najbardziej mi odpowiadał. Zrobiłam jeszcze lekki makijaz i byłam gotowa. Stanełam przed dużym lustrem znajdującym się w szafie i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Pudrowe rurki, biały top oraz vansy tworzyły całkiem ciekawy komplet. Podsumowując nie wyglądam najgorzej.
    Do mojej torby z addidasa wrzuciłam pare ksiazek potrzebnych na dziś po czym zarzuciłam ją na ramie i zbiegłam na dół. W kuchni czekało już na mnie śniadanie.
    - Dzień dobry, Kate - przywitałam się z gosposią, która krzątala się po kuchni.
    - Dzień dobry Arianno, wyspałaś się? - kobieta obdarzyła mnie szczerym uśmiechem, które natychmiastowo odwzajemniłam.
    - O dziwo się wyspałam, a jak tam z twoim snem już lepiej? - Kate ostatnio narzekała, że nie może spać w nocy, ponieważ coś ją ciągle budzi i nie może dojść, co to takiego.
    - Coraz lepiej, dziś budziłam się tylko dwa razy - odpowiedziała z usmiechem na twarzy.
    Nasza gosposia jest jedną z tych osób, którym uśmiech nie schodzi z twarzy. Podziwiam ją, że mimo trudnośći, jakie przeszła (m.in. śmierć meża) nadal się świetnie trzyma. Gdy zjadłam już ostani kawałek tosta i popiłam sokiem pomarańczowym, odniosłam talerz i pożegnałam się z Kate. Zamykając drzwi od domu usłyszłam tylko jeszcze słowa gosposi, która życzyła mi powodzenia w szkole. Z całą pewnością się przyda - pomyślałam.

                                                                                   ***

    - Ostatnia ulotka rozdana. - poinformował mnie z zadowoleniem George.
    Z wielką ulgą usiadłam na stopniu szkolnych schodów.
    Od ponad dwóch godzin wraz z Shelley'em rozdawaliśmy ulotki, z których większość i tak trafiła do pobliskiego kosza na śmieci. Przykre.
    Dzisiejszego dnia słońce dawało o sobie znać, jak na Bradford, pogoda była śliczna: od samego rana świeciło słońce i powiewał lekki, ale jakże orzeźwiający wiaterek. Jak dla mnie taka pogoda mogłaby być codziennie. Jestem z tych osób, które uwielbiają słońce, a nienawidzą deszczu i śniegu. Według mnie, jesieni i zimy mogłoby nie być, ale cóż to tylko moje marzenia. Spragniona wyjełam z torby butelke wody niegazowanej i upiłam z niej duży łyk, następnie podałam ją swojemu towarzyszowi. Panowała pomiędzy nami niezręczna cisza, odkąd na ostatniej z imprez Geo próbował mnie pocałować nic nie było pomiędzy nami takie same. Kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim, cisza pomiędzy nami nigdy nie trwała dłużej niż trzy sekundy, teraz było gorzej.
    - Widziałaś się dzisiaj z Cher ? - lokowaty przerwał tę krępującą cisze. Byłam mu za to dozgonnie wdzięczna.
    Pokreciłam przecząco głową. Na co on westchnął.
    - Ari, prosze zapomnijmy o tym. - powiedział błagalnym tonem.
    Tym razem to ja westchnełam.
    - Geo jest dobrze, już o tym zapomniałam. - uśmiechnełam się do niego przyjaźnie.
    Chłopak się troche uspokoił.
    - Czyli zgoda?
    - Zgoda. - obiełam go w przyjaznym uścisku. - Chodź, poszukamy naszego wampira. - zaśmiałam się, po czym wziełam chłopaka pod rękę tak jak zawsze to robiliśmy i ruszyliśmy w strone parkingu, na którym prawdopodobnie znajdowała się Cher. Nie myliliśmy się, Buffy stała przed dziedzińcem i rozdawała ulotki.
    - Niech cię piorun trzaśnie! - moja przyjaciółka wykrzyczała w strone jakiejś dziewczyny, która po otrzymaniu ulotki zmieła ją i wyrzuciła. Zaśmiałam się, co po chwili zostało skarcone przez wzrok Cher, aż po moim ciele przeszedł dreszcz. Ta dziewczyna z pewnością potrafi być przerażająca.
    - Hejka, Buffy - przywitalimy sie i zrobiliśmy grupowego misia. - jak ci idzie?
    - Jak widać. - pokazała gestem reki na pobliskie śmietniki, z których wysypywały się ulotki.
    Zrobiłam zniesmaczoną minę. Nie wiedziałam, co mogłabym powiedzieć, więc tylko ją przytuliłam.
    -  Cher, Ari! - usłyszałyśmy krzyk Georga - No szybko chodźcie tutaj! - jak najprędzej podązyłyśmy za głosem Shelleya.
    Znalazłyśmy go za rogiem szkoły, kucał przy Katelyn Tarver, która siedziała na ziemi i trzymała się za kostkę. Zanim zdązyłysmy zapytać, co się stało, Geo nas uświadomił.
    - Amber jej podstawiła noge na schodach i Katelyn się przeworciła, prawdopodobnie ma skręconą kostkę. - Obie z Lloyd podeszłysmy do dziewczyny i ukucnełyśmy.
    - Bardzo cię boli? - zapytala Cher, dotkając kostki, na co Tarver zasyczała z bólu. - Trzeba iść z tym do pielegniarki. - powiedziała stanowczo.
    Gestem ręki przywołała Shelleya, który rozmawiał przez telefon.
    Ostrożnie podnieśliśmy Kate i powoli zaprowadziliśmy ją do gabinetu pani Eloise - pielegniarki szkolnej. Lloyd razem z Katelyn weszła do środka, natomiast ja z lokowatym czekaliśmy na korytarzu. Siedząc na krześle, zauwazyłam, że z klasy biologicznej właśnie wyszła Amber z tym nowym. Widze, że szybko owinela sobie go wokół palca.
     Nie mysląc nawet o konsekwencjach, podniosłam się z krzesła i z pewnością siebie zastąpiłam droge Walasch. Po chwili jednak tego pozałowałam.
    - Zejdź mi z drogi ty mała suko. - wysyczała przez zęby. Jakaś wewnętrzna siła nie pozwoliła mi odsunąc się, stałam w miejscu. - powiedziałam, zejdź!
    - Z łaski swojej mogłabyś na mnie nie pluć - warknełam. - powinnaś przeprosić Katelyn, przez ciebie ma skręconą kostkę.
    Zaśmiała się.
    - Niby ja mam przeprosić to ścierwo? - spluneła - Nigdy. - warkneła, po czym wyprzedziła mnie, a za nią podązył Styles. Gdy Walasch znikneła za rogiem, Harry przystanął i obrzucił mnie lodowatym wzrokiem.
    Z tego, co widze to trafił swój na swego.
    Gdy tylko straciłam tą dwójke z pola widzenia drzwi od gabinetu Eloise otworzyły się.
    - Na całe szczęście to tylko zwichnięcie, a nie złamanie. - uśmiechneła się blado Katelyn.
    Wraz z lokowatym i Lloyd odprowadziłyśmy Tarver na parking z którego odebrała ją mama. Pożegnałyśmy się z nią i wróciłyśmy do szkoły na ostatnie dwie lekcje.
                                                                               
                                                                                    ***

    Ruszyłam przed siebie ścieżką pełną rolkarzy i ludzi spacerujących z psami, potem przeciełam trawnik, na którym latem odbywały sie koncerty na świezym powietrzu. Szłam w strone zachodniego krańca parku. Powierzchnia stawu migotała w słońcu, zarośnięta przy brzegach dzikimi liliami. Wokół stały ławki, na których zazwyczaj siedziałam i karmiłam łabędzie chlebem, który kupowałam w pobliskiej piekarni.
    Kochałam to miejsce i wspomnienia, jakie mi przynosiło.
    Jako dziecko bardzo często przychodziłam tutaj z dziadkiem i bawiłam się w chowanego oraz karmiłam dzikie kaczki i łabedzie. Od jego smierci mineło 7 lat, mimo tego wciąz czuje jego obecność. Rozejrzałam się wokół, przypominając sobie miejsca, w których się chowalam przed dziadkiem. Na moje usta wkradł się przelotny uśmiech. Brakuje mi ciebie - wyszeptałam.
    Wokół stawu biegało mnóstwo dzieci bawiąc sie ze swoimi rodzicami. Ojcowie nosili je na baranach i śmiali się głośno. Nigdy tego nie zaznałam. Nawet nie wiedzialam, gdzie jest mój ojciec, który być może ledwo pamięta, że miał córkę i syna. Smutne.
    Na dworze robiło się coraz ciemniej, a ja nie miałam najmniejszej ochoty wracać do domu. Wyciągnełam z kieszeni swojego iPhone'a, postanowiłam napisać sms do Kate. Mimo tego, że nasza gosposia byla już starszą osobą, potrafiła odczytywać i odpisywać na sms -y.

                                                                                   Do: Kate
                                                     Wróce poźniej, nie czekaj na mnie z kolacją. xx

    Po chwili otrzymałam odpowiedź.

                                                                                     Od: Kate
                                                      Dobrze Arianno, tylko nie wracaj zbyt późno.

    W parku siedziało coraz mniej ludzi. Słychać było tylko szum wody oraz pohukiwanie sowy.
    Mimo, że nie byłam typem samotnika to lubialam posiedzieć w ciszy, tylko ja i moje myśli. Rozkoszowałam się ciszą przez dobre pół godziny dopóki nie usłyszałam głośniej kłótni dochodzącej zza pobliskich drzew. Pierwszą moją myślą było, żeby stąd uciekać, nie miałam pewności, czy za tymi krzakami nie siedzą jakiś gangster albo bóg wie kto inny. Potem jednak stwierdziłam, że jaki mądry gangster załatwiał by swoje sprawy w parku o godzinie 21:00, to nie jeszcze ich czas.
    Zaśmiałam się sama ze swojej głupoty.
    Moja ciekawośc wzieła górę nad rozsądkiem, postanowiłam podejść bliżej i zobaczyć, kto czai się za drzewami. Podniosłam się cicho z ławki, na co ta zaskrzypiała. Cholerka - pomyślałam.
    Zrobiłam kilka kroków na palcach w kierunku, z którego pochodziły głosy, uwazając, żeby na coś nie nadepnąć. Kiedy byłam już blisko rozmówców, ukucnełam pod sosną - tak mi się wydaje, ze to sosna - i przysłuchiwałam się ich rozmowie.
    - Nie mogą się dowiedzieć. - warknął jeden z nich.
    - Aż tak bardzo się mnie wstydzisz? - odparł ten drugi - braciszku. - dodał śmiejac się gardłowo.
    - Nawet mnie tak nie nazywaj. - wysyczał ten pierwszy.
    Nie mogłam sprecyzowac dokładnie kto to był, na pewno było ich dwóch i to byli meżczyźni. Gdyby stali choć pół metra bliżej, to ich sylwetki oświetlałaby pobliska lampa.
    Jakby słyszeli moje myśli zmienili swoje położenie. Z moich ust wydobył się okrzyk zdziwienia. Teraz dokładnie widziałam kto to był. Oni chyba też zauważyli, że ktoś się im przygląda, bo zmierzali w moim kierunku. Długo nie myśląc przeturlałam się pod sosnami w strone ławki, wstałam i udając, że podziwiam gwiazdy wpatrywałam sie w niebo. Usłyszałam szmer za swoimi plecami, odwróciłam się, a przed moimi oczyma stał nie kto inny...
    - Cześć George - uśmiechnełam się do chłopaka. - Cześć, Ariana jestem - tego drugiego zmierzyłam wzrokiem.
    - Witam, Harry Styles, miło mi - ujął moją dłoń i pocałował jej zewnętrzną strone.
    Och, dżentelmen, za złamaną dyche.
    - Co ty tutaj robisz Ari? - zapytał zmieszany Shelley.
    - Nie widzisz? Podziwiam gwiazdy, piekne są prawda? - kłamałam jak z nut.
    Wyszczerzyłam się do nich obu.
    - Tak bardzo piękne, co nie braciszku? - zaśmiał się gardłowo Harry. Geo obrzucił go morderczym spojrzeniem. - Ach, przepraszam ty się do mnie nie przyznajesz, braciszku. - syknał.
    Przewróciłam oczami.
    - Wytłumaczycie mi, co sie tutaj dzieje? - spytałam wnerwiona.
    - Harry to mój przyrodni brat - powiedział cicho Shelley.
    Westchnełam.
    - Czemu nam nic nie powiedzialeś? - zdziwiłam się.
    - Bo się do niego nie przyznaje. - syknął bardziej w strone Harrego niż moją.
    - Aha, rozumiem. - a może jednak nie rozumiem.
    Postanowiłam wysłać smsa do Cher i jej powiedzieć " naszym" rodzeństwie.

                                                                  Do: Buffy
                                Harry to przyrodni brat Georga, Zdziwiona ? Ja też ! x

    Po dosłownie sekundzie dostałam odpowiedź.

                                                                   Od: Buffy
                                                            George ma brata ?

    Odpisałam jej.

                                                                        Do: Buffy
                                                                   Jak widać ma.

    Na tym nasza rozmowa dobiegła końca.
    Spojrzałam na moich towarzyszy, którzy wymieniali się zabójczymi spojrzeniami. Ahh te rodzeństwo. - zadrwiłam w myślach.
    - My już idziemy, odprowadzić cie Ari? - zapytał opiekuńczo Shelley.
    - Nie trzeba, poradze sobie. - uściskałam go na pożegnanie. Harry też tego oczekiwał, więc mimowolnie się do niego przytuliłam.
    Styles pachniał niesamowicie, aż trudno było mi się od niego oderwać. Trwałam w uścisku dobrą minute.
    - Należy ukrywać dowody zbrodni. - szepnął mi do ucha jednocześnie zdejmując z moich włosów gałązke sosny.
    Zaśmiał się cicho i podązył za swoim bratem.
    To było conajmniej dziwne.

             _____________________________________________________________________
                                                       ROZDZIAŁ PIERWSZY ZA NAMI!
                                                                                                               Autorstwa: @aww_paulaa
Moim zdaniem wyszedł jej naprawdę świetny!
Swoje opinie piszcie w komentarzach. No i klikajcie, czy czytacie nasze opowiadanie w ankiecie. ;)
Kolejny pojawi się szybciej, bo mam już cały napisany.
                    Czytajcie |  Komentujcie | Polecajcie | Dodawajcie sie do obserwujących
olka, xoxo

6 komentarzy:

Patrycja pisze...

Ale zajebisty Harry "Trzeba ukrywać dowody zbrodni" to bylo najlepsze :) Strasznie mi sie spodobało. Jedyna rzecz ktora mi sir nie spodobala to gdy Ari pisala sms-y gdy rozmawiala z Harry'm i George. Ale tak to wszystko dobrze i swietnie opisujecie co sie wokol niej otacza. Bede wpadac
+ Zaglądniecie do mnie?
tt: we_ended_right

Lost pisze...

Ten blog jest świetny. Cały czas coś mnie tutaj zaskakuje. Oby tak dalej ;)

Reniferowa pisze...

Tak zgadzam się z dziewczyną wyżej, ostatnia akcja była najlepsza i taka urocza *.* Podoba mi się to jak wszystko opisujesz i że blog nie opiera się tylko na samych dialogach, to ogromny plus! :)Mam nadzieję, że dwójka pojawi się szybko! Możesz mnie informować :>
@Reniferowa_

Caroline♥ pisze...

Awww czekałam na 1 ! :3
Hahaha mini śledztwo Ari rządzi :D
George i Harry.. aww :3
A Ari i Harry będą ze sobą i George będzie się bił z własnym bratem xD
PODOBA SIĘ JAK DIABLI :D
I chcę więcej!
CZEKAM :3 !!
@karolapatka x

malikowa pisze...

boże, jakie emocje ;oo
to się porobiło !
ten blog jest tak samo świetny jak twój poprzedni :)
oby tak dalej <3
informujesz?
@ahmyhubby

Iza... pisze...

Nudne, nijakie, słabe - napisałabym tak gdyby to nie było takie GENIALNE jesteście super. Blog świetny i uwielbiam go. Co by dodać...nir lubię się rozpisywać więc powiem, że Amber to suka a Buffy ma wygrać..:) x
@Dizo_Polish1D

Followers